[VIDEO] Śledztwo z wniosku Bożeny Zalewskiej o ściganie prokurator Małgorzaty Sałackiej, żony Prokuratora Rejonowego z Kłodzka, będą prowadzić będą jej koledzy prokuratorzy z sąsiednich Ząbkowic Śląskich. Mimo, że ich szef prosił o wyłączenie ze sprawy!
- Wszyscy się tu znamy bo przecież bierzemy udział we wspólnych konferencjach i naradach - przekazał szef Prokuratury Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich Robert Fudali. Ale Prokurator Okręgowy w Świdnicy Wiesław Dworczak nakazał mu dalsze prowadzenie śledztwa, mimo zarzutu biznesmenki Bożeny Zalewskiej o stronniczość. Czego dowodem jest już pierwsze umorzenia sprawy dot. skandalicznej pracy prokurator Małgorzaty Sałackiej.
Prezentujemy wywiad z prokuratorem Mariuszem Pindera, który w imieniu Prokuratora Okręgowego w Świdnicy Wiesława Dworczaka tłumaczył tę sprawę. Jest on dostępny też pod linkiem
Przypomnijmy, że biznesmenka Bożena Zalewska została skazana na 120 godzin robót publicznych za to, że rzekomo znieważyła funkcjonariuszy policji pod Bankiem PKO BP w Kłodzku
Wszystkie teksty na ten temat dostepne są pod linkiem
To właśnie w tym banku 23 września 2013 roku płaciła podatki do Skarbu Państwa. Ponieważ bank nie zadbał o przygotowanie miejsc parkingowych dla osób przywożących gotówkę, doszło do sporu pomiędzy przypadkowym przechodniem Wiktorem P. a Bożeną Zalewską związanego ze sposobem parkowania.
Wiktor P. wezwał policję. Kiedy radiowóz przyjechał na miejsce jeden z funkcjonariuszy zaczął uderzać w szybę auta Bożeny Zalewskiej. Zestresowana biznesmenka tłumaczyła policjantom, że boi się o swoje pieniądze bo nie ma gdzie zaparkować. Doszło do wymiany zdań związanych z kompetencjami funkcjonariuszy.
Wiktor P., który był cały czas przy tej rozmowie nie słyszał by biznesmenka w jakikolwiek sposób obraziła policjantów. Tak samo jak strażnik miejski Arkadiusz Nowak, który był wtedy w policyjnym radiowozie. Czyli dwóch bezpośrednich świadków zaprzeczyło, by doszło do znieważenia przez Bożenę Zalewską funkcjonariuszy policji na służbie,
Zdenerwowana biznesmenka, która nie znalazła u funkcjonariuszy zrozumienia stresu dotyczącego przewożonej przez nią gotówki, spod banku pojechała natychmiast do Komendanta Policji w Kłodzku. Tam złożyła skargę na interweniujących policjantów.
Ale zamiast odpowiedzi na tę skargę, pod koniec grudnia 2013 r dostała od prokurator Małgorzaty Sałackiej akt oskarżenia. Dowiedziała się, że zasiądzie na ławie oskarżonych za rzekome znieważenie funkcjonariuszy policji tamtego wrześniowego dnia pod bankiem PKO BP.
Po kilku miesiącach procesu sędzia Mirosław Irzycki, przewodniczący wydziału karnego Sądu Rejonowego w Kłodzku, uniewinnił Bożenę Zalewską. Uznał policjantów za niewiarygodnych.
Dodatkowo sędzia Mirosław Irzycki ujawnił, że policjanci ukryli przed prokurator Małgorztą Sałacką i sądem fakt obecności w swoim radiowozie Strażnika Miejskiego Arkadiusza Nowaka.
Wezwany przez sędziego Mirosława Irzyckiego strażnik zaprzeczył, by widział jakiegokolwiek przestępstwo przed bankiem PKO BP w dniu 23 września 2013 roku. Sędzia Mirosław Irzycki dodatkowo przyjął po raz kolejny zeznanie Wiktora P.,który będąc tego dnia w sporze z Bożeną Zalewską, zaprzeczył by ubliżyła ona policjantom czy ich znieważyła.
Ale prokurator Małgorzata Sałacka, która co najmniej na dwóch rozprawach prowadzonych przez Mirosława Irzyckiego zasypiała, złożyła apelację od tego wyroku. Zażądała 120 godzin robót publicznych dla Bożeny Zalewskiej, która odważnie domagała się wyjaśnienia sprawy.
I taki właśnie wyrok ostatecznie zapadł w ponownym procesie przed Sądem Rejonowym w Kłodzku a następnie został uprawomocniony przez sędzię Agnieszkę Połyniak z Sądu Okręgowego w Świdnicy.
- Zostałam skazana przez koleżanki prokurator Małgorzaty Sałackiej. Jako żona Prokuratora Rejonowego w Kłodzku Jana Sałackiego ma ona szerokie kontakty towarzyskie, do czego oficjalnie przyznali się sędziowie z Kłodzka i sędziowie ze Świdnicy - przekazuje Bożena Zalewska.
Rzeczywiście w rozmowie przed kamerą naszej telewizji Krzysztof Płudowski, sędzia wizytator Sądu Okręgowego w Świdnicy potwierdził, że wszyscy sędziowie z Kłodzka i ze Świdnicy to dobrze znajomi prokurator Małgorzaty Sałackiej. Ten wywiad zamieszczamy wraz z niniejszym tekstem. Jest on również dostępny pod linkiem:
Jak doszło do potwierdzenia przez sędziego wizytatora tego faktu?
Po skazaniu na roboty publiczne biznesmenka Bożena Zalewska złożyła wniosek do prokuratury o ściganie prokurator Małgorzaty Sałackiej. Chodzi o niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień. O jakie argumenty chodzi?
- Jesienią 2013 roku prokurator Małgorzata Sałacka wiedziała, że to ja poskarżyłam się na policjantów do Komendanta w Kłodzku. A wtedy ona przyjęła od policjantów zawiadomienie, że to rzekomo ja ich znieważyłam. Chociaż gdyby tak było, to przecież zakuli by mnie w kajdany i zawieźli na komendę natychmiast składając wniosek o pociągnięcie mnie do odpowiedzialności karnej - tłumaczy Bożena Zalewska
- Policjanci w dniu zdarzenia czyli 23 września 2013 roku nie zgłosili swojemu oficerowi dyżurnemu przez radiostacje, że doszło do znieważenia ich pod bankiem. Ich notatniki były pisane jednym ciągiem tak, jakby na koniec służby wspólnie sporządzanie notatki - przekazuje Bożena Zalewska
- Prokurator dała się okłamać policjantom, którzy zataili przed nią obecność podczas zdarzenia, w radiowozie, Strażnika Miejskiego Arkadiusza Nowaka. Kłamali, że było ich trzech a w rzeczywistości było ich czterech - wylicza biznesmenka.
- Oni kłamali też, że tam było mnóstwo ludzi. A na monitoringu widać, że ledwie kilka osób tam jest - przekazuje Bożena Zalewska.
- Prokurator Małgorzata Sałacka prowadząc postępowanie przygotowawcze nie przesłuchała mnie ani w charakterze świadka a nie w charakterze podejrzanej. A zdając sobie sprawę z odmiennych zeznań moich i policjantów, powinna była dodatkowo zorganizować konfrontację nas w Prokuraturze Rejonowej w Kłodzku. Ale tego też nie zrobiła - dodaje Bożena Zalewska
Śedztwo w sprawie w działań prokurator Małgorzaty Sałackiej ze względu na powiązania rodzinne, przeniesiono z Kłodzka do znajdującej się około 30 kilometrów od Kłodzka Prokuratury Rejonowej w Ząbkowicach Śląskch.
Kiedy Bożena Zalewska dowiedziała się o tym, złożyła wniosek o przeniesienie tej sprawy poza Okręg Świdnicki. By toczyła się ona w sposób niezależny.
- Przecież Ząbkowice są po sąsiedzku z Kłodzkiem. Jaka to będzie niezależność skoro oni wszyscy się tu w Kotlinie Kłodzkiej znają - już blisko 2 lata temu alarmowa Bożena Zalewska.
Ale Prokuratura Okręgowa w Świdnicy była nieugięta. Śledztwo pozostało w Ząbkowicach Śląskich a prokurator Danuta Hołubowicz odmówiła wszczęcia śledztwa wobec prokurator Małgorzaty Sałackiej nie dosrzegając znamion przestępstw.
Na te decyzje zażaliła się Bożena Zalewska zgodnie z właściwością do Sądu Rejonowego w Kłodzku. I właśnie wtedy wyszło na jaw że wszyscy sędziowie z Kłodzka to znajomi prokurator Małgorzaty Sałackiej czyli żony Prokuratora Rejonowego Jan Sałackiego!
Złożyli pisemnie informacje na ten temat i wyłączyli się z rozpatrywania tego zażalenia. Sprawa więc trafiła do Świdnicy. Ale i tam wszyscy sędziowie wyłączyli się rozpatrywania tego zażalenia. Również pisemnie złożyli oświadczenia. że są dobrymi znajomymi prokurator Małgorzaty Sałackiej
Właśnie wtedy zrobiliśmy wywiad telewizyjny z sędzią wizytatorem Krzysztofem Płudowskim, który publicznie potwierdził te fakty. Sprawa więc została przeniesiona do Sądu Rejonowego w Legnicy. I tam sędzia uchylił decyzję o odmowie wsczęcia śledztwa. I nakazał ponowne jego prowadzenie.
Dlatego też Bożena Zalewska po raz kolejny złożyła wniosek o przeniesienie całości tego kontrowersyjnego śledztwa poza Okręg Świdnicki. Tak, by nad sprawą mogli popracować niezależnie prokuratorzy, którzy nie są znajomymi ani prokurator Małgorzaty Sałackiej ani jej męża jako wysokiej rangi urzędnika prokuratury. Taki sam wniosek złożył szef prokuratury w Ząbkowicach Śląskich Robert Fudali.
Ale prokurator Okręgowy w Świdnicy Wiesław Dworczak pozostał nieugięty. Uznał, że oba te wnioski za bezpodstawne. Poprzez naczelnika wydziału śledczego Mariusza Pinderę przekazał, że nie ma podstaw do przeniesienia tego śledztwa poza Okręg Świdnicki. I nakazał ponownie prokuraturze w Ząbkowicach Śląskich zajęcie się sprawą.
Kiedy uzyskaliśmy te informacje w poniedziałek 21 maja 2015 roku, zadzwoniliśmy do szefa Prokuratury Rejonowej w Ząbkowicach Śląskich Roberta Fudali by zapytać, czy prokuratorzy z jego jednostki znają się prokurator Małgorzatę Sałacką?
- Tak oczywiście. Wszyscy się tu znamy. Bierzemy udział we wspólnych konferencjach i naradach na terenie Okręgu Świdnickiego więc w sposób oczywisty jesteśmy ze sobą zaznajomieni - przekazał prokurator Robert Fudali.
Kiedy próbowaliśmy dowiedzieć się, w jaki sposób więc niezależnie jego prokuratura będzie prowadzić to śledztwo, Prokurator Rejonowy Robert Fudali odmówił podania dalszych informacji
- Proszę dzwonić do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. I tam pytać. Ja nie mam nic więcej do dodania - przekazał prokurator Robert Fudali.
Jego szczere i uczciwe podejście do tej kontrowersyjnej sprawy zasługuje na najwyższą uwagę. Tym bardziej że od wielu miesięcy w Polsce toczy się szeroka dyskusja na temat zaufania do Wymiaru Sprawiedliwości i pracy Organów Ścigania. Rząd Prawa i Sprawiedliwości kładzie szczególny nacisk na przejrzystość i niezależność i działania prokuratorów.
Dlatego dziś Bożena Zalewska kieruje wniosek do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej w Warszawie o podjęcie natychmiastowych działań mających na celu zweryfikowanie tego, co dzieje się w sprawie żony Prokuratora Rejonowego w Kłodzku Jana Sałackiego w kontekście działań Prokuratora Okręgowego w Świdnicy Wiesława Dworczaka.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.