[VIDEO] Czy Mec. Katarzyna Lipska będzie teraz namawiać do nieprzestrzegania prawa? Mec. Anna Grzesiowska nie pojawiła się dziś na rozprawie. A siostrę ojca-tyrana przetrzymującego dziecko, Alicję W. matka dziecka podaje o ściganie za fałszywe zeznania!
Gorzowska adwokat Anna Grzesiowska nie pojawiła się dziś w gorzowskim sądzie. Prokuratura przesłuchuje świadków w sprawie współudziału jej w uprowadzeniu i ukrywaniu 14-letniego Jakuba Wojciuszkiewicza.
Na dzisiejszą rozprawę wysłała Mec. Katarzynę Lipską. Czy dostosuje się ona oraz ojciec dziecka Przemysław W. do prawomocnych orzeczeń nakazujących zwrot dziecka matce Magdalenie Postoł?
Próbowaliśmy zapytać Mecenas Katarzynę Lipską o to ale uciekła przed naszym dziennikarzem - co można zobaczyć na filmie dołączonym do niniejszego tekstu.
Przypomnijmy, że prokuratura rozpoczęła przesłuchiwanie świadków w sprawie skandalicznego zachowania się mecenas Anny Grzesiowskiej, która dziś udzieliła pełnomocnictwa do zastąpowania ją właśnie Katarzynie Lipskiej. Prokuratura gada czy zamieszana jest ona we współudział w uprowadzeniu i bezprawnym przetrzymywaniu 14-letniego Jakuba Wojciuszkiewicza. Dodatkowo matka dziecka Magdalena Postoł w środę złoży wniosek na brytyjskiej policji o międzynarodowe ściganie gorzowskiej adwokat Anny Grzesiowskiej. Bo to Wielka Brytania wystąpiła w ramach Konwencji Haskiej o zwrot dziecka. I właśnie zwrot dziecka do Wielkiej Brytanii został zasądzony. A mecenas Anna Grzesiowska nie robi nic by jej klient Przemysław W. do tego prawa się dostosował.
Przypomnijmy, że sprawę przez nas i Krzysztofa Rutkowskiego nagłośnioną rozszerzyła w swoim reportażu Telewizja Polska. Reportaż dostępny jest po linkiem:
Jedną z najistotniejszych spraw upublicznionych przez Telewizję Polską jest fakt destrukcyjnego wpływu ojca Przemysława W. na swojego syna Jakuba Wojciuszkiewicza. O tym jak mocno jest on zmanipulowany mówi w reportażu odważnie biegła sądowa, która to dziecko badała.
Jutro, we wtorek 3 lipca 2018 roku Jakub Wojciuszkiewicz ma być ponownie badany przez biegłych sądowych. Jasne jest, że będzie powtarzał to co mu ojciec kazał czyli, że chce być przy nim i nie chce wracać do mamy. Tyle, że zdaniem wypowiadającej się w reportażu Telewizji Polskiej biegłej sądowej prawdziwa wola dziecka jest zupełnie odwrotna.
- 27 lipca 2018 roku proszę przywieźć do sądu Jakuba Wojciuszkiewicza. Na zamkniętym posiedzeniu, bez udziału stron i adwokatów sąd przesłucha dziecko - zdecydowała dziś sędzia Agnieszka Blanck.
Na dzisiejszej rozprawie doszło jednak do skandalu. Bo zeznania siostry Przemysława W. Alicji matka dziecka Magdalena Postoł uznała za kłamliwe.
- Nakłamała, że ja się dzieckiem nie interesuje, bo do dziecka nie dzwonię. Tyle, że w reportażu TVP widać, że Jakub ma wyłączony telefon - przekazuje Magdalena Postoł.
- Ona dziś mówiła, że mój syn swobodnie spotyka się z kolegami, może wychodzić na dwór, do sklepu... A to przecież jest kłamstwo. Bo ojciec dziecka Przemysław W. więzi Kubę w domu i nie pozwala mu nigdzie wychodzić pilnując by nikt mi go nie przekazał zgodnie z zasądzonym prawomocnym wyrokiem sądu - dodaje Magdalena Postoł.
Matka dziecka zdecydowała, że za dzisiejsze kłamliwe zeznania podaje Alicję W. do prokuratury o ściganie za składanie fałszywych zeznań. Ponieważ sprawa dotyczy dziecka oraz jego zniewolenia przy aktywnym udziale kłamiącej Alicji W. będzie domagać się dla niej maksymalnej kary przewidzianej przez kodeks karny znowelizowany na wniosek Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry, czyli ośmiu lat bezwzględnego więzienia.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.