[VIDEO] - Wójt Stanisław Czarnota kazał mi podrabiać dokumenty. Wysłał mnie do nielegalnego zasypywania śmieci księdza na terenie kościoła - mówi pracownik Gminy Trzeszczany Wiesław Księżuk. Sprawę bada prokuratura
Prokuratura Rejonowa w Hrubieszowie podjęła decyzję o zabezpieczeniu komputerów jednego z duchownych z Diecezji Zamojskiej. Prowadzi intensywne działania razem ze Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną, do której wpłynęło zawiadomienie od członka Rady Parafialnej na temat nielegalnego wysypiska śmieci na terenie Kościoła.
O problemie dotyczącym tej parafii pisaliśmy w środę. Chodzi o elektryczny wózek inwalidzki, który od kwietnia br. znajduje się na plebanii. Czeka na niego 14-letni, niepełnosprawny Dawid Radelczuk. Całość znajdziesz pod linkiem:
Jeszcze w środę po południu ksiądz proboszcz Marek Barszczowski zapewnił, że postara się jak najszybciej zakończyć naprawę panelu sterownia oraz kierunkowskazów. Obiecał, że do 20 listopada 2018 rokiu Dawid Redelczuk wózek elektryczny otrzyma. Czekamy i poinformujemy o tym na naszym portalu.
Tymczasem dotarliśmy do informacji z Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie, że rozpoczęły się intensywne działania dotyczące właśnie tej parafii. A dokładnie terenu kościoła w Trzeszczanach, na którym ma się znajdować nielegalne składowisko śmieci!
Chodzi o to, że parafia nie wydała pieniędzy na ich wywóz choć je miała. A odpady z kilku lat ksiądz proboszcz, razem z pracownikiem wytypowanym przez wójta gminy, zakopali na terenie kościoła, na górce, powyżej parkingu.
Prokuratura współpracuje w tej sprawie z Sanepidem. Policjanci wkroczyli do mieszkania jednego z księży z Diecezji Zamojskiej. Zabezpieczyli komputery i drukarkę. Z naszych informacji wynika, że działania idą nie tylko w kierunku ujawnienia nielegalnego wysypiska. Ale również ustalenia, kto tę tajemnicę ujawnił powiadamiając Samepid!
- To ja zasypywałem te śmieci. Jestem operatorem koparki w gminie Trzeszczany. Wójt Stanisław Czarnota kazał mi jechać do plebana, wykopać dół 5x3x3 metra. I zakopać wszystkie śmieci, które były gromadzone za stodołą - przekazał w wywiadzie dla Patriot24.net Wiesław Książuk.
- Potem wójt kazał mi fałszować dokumenty. Kazał mi rozpisać czas pracy koparki, która zgodnie z gminnym prawem nie może zarobkować. Kazał mi więc napisać, że przez 6 godzin wyrównywałem gminną drogę. A przecież to była nieprawda - przekazuje Wiesław Książuk.
Z dokumentów prokuratorsko-policyjnych wynika też, że to nie pierwsze śledztwo dotyczące oszczerstw na terenie tej gminy. Chodzi o wpis w internecie twierdzący, że nauczyciele gminnej szkoły w Nieledwii to "łapówkarze".
Sprawę do prokurtury zgłosił jeden z nauczycieli, który poczuł się doktnięty bo nigdy od nikogo łapówki nie przyjął. Sprawę bardzo poważnie potraktowała Prokuratura Krajowa, która nakazała Prokuraturze Rejonowej w Hrubieszowie zajęcie się sprawą. Prokurator Renata Kulesza nakazała Policji przeprowadzenie śledztwa.
Wysokim stopniem profesjonalizmu wykazali się oficerowie kryminalni. Młodszy Aspirant Bartłomiej Chrzanowski w dniu 26.02.2018 roku ustalił, że wpis osoby podpisującej się jako "Rodzic" i wskazujący nauczycieli jako łapówkarzy pochodził z domu... wójta Stanislawa Czarnoty!
Teraz nauczyciele doktnięci takim pomówieniem mają prawo do wystąpienia przed sądem o zadośćuczynienie. Ale czy tak się stanie? Do tej pory nie ma żadnego prywatnego aktu oskarżenia.
- Pracownicy Urzędu Gminy Trzeszczany są zastraszani. Ja się nie boję, nie ulegnę zastraszeniom i gotowy jestem by dowieźć prawdy - oświadczył Wiesław Księżuk
- Jestem gotywy potwierdzić prawdziwość moich słów przed prokuraturą i sądem - dodał
Do księdza proboszcza nie udało się nam dziś dodzwonić. Przesyłamy mu zatem link do niniejszego tekstu z prośbą o przedstawienie swojego stanowiska.
Nie udało się nam również dodzwonić do wójta gminy Trzeszczany. Poinformowaliśmy natomiast jego sekretarkę, że tekst się ukaże i że również prosimy o zaprezentowanie jego stanowiska.
Zgodnie z obowiązkiem prasowym w tego typu przypadkach, w związku z możliwością popełnienia przestępstwa ujawnionego w niniejszym reportażu, całość niniejszego materiały dziennikarskiego przekazujemy do Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie..
Wszelkie nowe informacje na ten temat będziemy przekazywać na bieżąco, również poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.