Patriot24.net ujawnia skandaliczne zachowanie jednego z kierowców, który na warszawskim Żoliborzu dwukrotnie zatrzymał auto, by dwukrotnie opluć kierowcę auta jadącego za nim! Korporacja Sawa nabrała wody w usta.
Redakcja Patriot24.net uchwyciła wczoraj na warszawskim Żoliborzu skandaliczną sytuację z udziałem kierowcy jednej z taksówek korporacji Sawa. Jadąc przez Żoliborz zauważyliśmy, że taksówkarz nagle zatrzymuje auto, wychodzi na zewnątrz, podchodzi do busa od strony pasażera, i poprzez otwarte okno pluje na kierowcę! Wraca do auta i rusza dalej.
Kiedy zauważyliśmy, że taksówkarz zamiast odjechać wciąż zajeżdża drogę busowi, włączyliśmy kamerę. Uchwyciliśmy chwilę później moment, kiedy taksówkarz o numerze bocznym 936 ponownie zatrzymuje auto. Ponownie wysiada i ponownie podchodzi do kierowcy busa tym razem od jego strony. Wykrzykuje coś do niego, a kiedy zauważa uchylające się okno, ponownie pluje na kierowcęI Chwilę potem wsiada do auta i odjeżdża.
Do zdarzenia doszło wczoraj, tj. 8 czerwca 2015 roku, około godziny 14.20 na warszawskim Żoliborzu. Chwilę później rozmawialiśmy z Panem Jakubem – kierowcą busa. Był wystraszony, bo nie zna kierowcy taksówki i niegdy wcześniej go nie widział. Opowiadał, że chodziło zapewne o zmianę pasa ruchu bo taksówkarz musiał w pewnym momencie przyhamować.
Dopytywał się, co tak naprawdę może w tej sytuacji zrobić. Obiecaliśmy, że powiadomimy korporację Sawa o zdarzeniu i prześlemy film do ich oceny. Tak też zrobiliśmy, wysyłając link do filmu, który jest zamieszczony razem z niniejszym tekstem.
Kiedy dziś rozmawialiśmy z przedstawicielką firmy Sawa była całą sytuacją mocno zaskoczona i zbulwersowana. Obiecała udzielić komentarza do sprawy.
Czekaliśmy na tę opinię cały dzień. Ale jak do tej pory żadnego komentarza od tej korporacji nie otrzymaliśmy. Dopytywaliśmy się przede wszystkim czy firma panuje nad emocjami kierowców i czy są oni systematycznie badani pod kątem wytrzymałości emocjonalnej.
Jak tylko otrzymamy od korporacji Sawa jakiekolwiek stanowisko natychmiast zamieścimy je na naszym portalu.
O wszelkich nowych informacjach w tej sprawie będziemy informować również za pomocą naszego Facebook’a.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.